wtorek, 26 marca 2013

12. Kryształowa sala, spełnienie koszmaru.



Spojrzałam na kominek, dorzuciłam tam drewna. Skupiłam się i na dłoni pojawił się płomień, starałam się zapalić w kominku. W końcu się udało. Wpatrywałam się jak szmaragdowy płomień powoli zmienia się w rubinowy. Lekko drżałam, nie wiem o co chodzi. Podniosłam się. Powolnym krokiem szłam do salonu.  Nie było tam Lokiego, ani nikogo ze służby. Miałam ochotę się rozpłakać. Za dużo tego, walki na arenie? Nie potrafię. Usłyszałam jego ciche kroki, łatwo było je odróżnić od innych. Miał cichy i miękki chód. Po chwili pojawił się w drzwiach. Pokazał gestem żebym szła za nim. Czemu od razu mnie tam nie wziął, tylko kazał przyjść do salonu? Bez słowa sprzeciwu poszłam za nim. Stanął na końcu szarego korytarza wisiały dwie pochodnie. Czarnowłosy wypowiedział mantrę. Pochodnie rozbłysły fioletowym blaskiem. Płomienie stworzyły krąg światła. Loki wyciągnął mały woreczek. Wysypał na krąg piasek. Gestem nakazał mi wejść w wir drobnych kamyczków. Zamknęłam oczy i niepewnie przeszła. Upadłam z mniej więcej 2 metrów na ziemie. Przez pierwsze sekundy oczyszczałam oczy z piasku. Mag lekko skoczył obok mnie i tez czyścił oczy z piasku. Miałam czas na rozejrzenie się po pomieszczeniu. Po ścianach płynęły strumienie krystalicznej wody. W rogach sali płonęły pochodnie, ich płomienie powoli zmieniały kolory. Spojrzałam na sufit. Nie widziałam jego końca. Wszędzie latały malutkie ogniki. To niesamowite. Rozglądałam się po pomieszczeniu. Spojrzałam na lustrzaną podłogę. Widziałam tam Lokiego. Stał z uśmiechem na  twarzy. Zerknęłam na niego. Usłyszałam jego czysty melodyjny głos, zupełnie inny niż zwykle.
-Tutaj znajduję się sala treningowa, pomogę ci opanować twoje umiejętności do perfekcji, i zmuszę cię do szybszego aktywowania mocy.
Dziwnie się na mnie patrzył. W jego rękach pojawiła się moja katana, wyciągnął ją z pokrowca. Pogładził metal.
-Już dawno nie widziałem broni  która została tak precyzyjnie wykonana.-powiedział z niemałym zachwytem w głosie.
-Nie rozumiem o co chodzi?-zaskoczyło jego zachowanie.
-Już nigdzie nie znajdziesz broni tak misternie wykonanej, mało co ją zniszczy.-przyglądał się ostrzu
-Czemu nigdzie jej nie robią?-zapytałam cicho.
-Nikt nie poświęciłby 40 lat na wykucie jednego miecza. –powiedział trochę ciszej i mniej pewniej.
Podeszłam bliżej niego i przyjrzałam się ostrzu, nie wiedziałam że tyle trwało wykucie broni. Delikatnie lśniła zielonym blaskiem. Loki podał mi katanę  i jeden z dwóch wachlarzy. Uśmiechnął się, odsunął się dwa metry.  W jego ręce pojawiła złota laska zakończona niebieskim kryształem. Wyglądała trochę jak włócznia. Wiem co to oznacza. Przyjęłam pozycje bojową, czarnowłosy tez przygotował się do walki. Lekko podniosłam katanę i skierowałam w jego stronę. Uśmiechnął się, jego włócznia zalśniła jasnofioletowym  blaskiem. Odskoczyłam w bok przed zbliżającym się pociskiem. Podbiegłam do niego, podniosłam katanę i spróbowałam go uderzyć. Odbił mój cios, usłyszałam charakterystyczny metaliczny szczęk. Przez chwile siłowałam się z Lokim. Bez uprzedzenia kopnęłam go w brzuch. Odsunął się kawałek. Po sekundzie musiałam uniknąć serii pocisków, które zbliżały się z nieprawdopodobną prędkością. Zaczął nacierać. Odsuwałam się krok po kroki, traciłam przewagę. Uderzył mnie w twarz laski. Co dziwne rana od razu się zagoiła, nie została nawet blizna, nie czułam bólu. To miejsce jest magiczne. Loki jakby czytał w moich myślach.  Uśmiechnął się. Nacierał coraz szybciej. Poczułam mocniejsze uderzenie i wylądowałam na ścianie. Poczułam strumienie wody omywające mi plecy i twarz. Widziałam jak loki używa zaklęcia i paraliżuje mnie. Byłam bezsilna.
-Na arenie nikt nie da ci forów bo jesteś kobietą.-powiedział cicho i zbliżył się. Czułam jego oddech na policzku. Przypatrywał się moim oczom.
-Nawet nie użyłaś mocy, to nie jest zabawa!-warknął
Oprał się o ścianę za mną, pochylił się nade mną.
-Nie chcę cię stracić.-szepnął.
Poczułam jego zimne usta na swoich, spojrzałam na jego zamknięte oczy, delikatne dreszcze przebiegły mi po plecach. Po chwili się odsunął się odszedł parę kroków, anulował zaklęcie a ja zaskoczona upadłam na ziemię. Kiedy otworzył portal, poszłam posłusznie za nim, nie odezwał się ani słowem, czułam że był zażenowany. Czy on mnie kocha?


Witam, napisałam coś pierwszy raz od dłuższego czasu. Dedykacja dla Insi For i Meia dzięki dziewczęta.

sobota, 9 lutego 2013

11. Posłuszna losowi.

Leżałam dalej spokojnie. Chyba nie zauważyła że się obudziła. Zimna woda przynosiła ukojenie dla bólu. Czemu to zrobił? Nie był zbytnio wściekły. Skończył po kilku ciosach. Jak ja to wytrzymałam w milczeniu? Tylko ten gorąc, teraz jeszcze słyszałam własny krzyk w uszach. Lekko bolało mnie gardło. Nagle Mery wstała. Usłyszałam jak jej kroki zbliżały się do drzwi. Coś szepnęła i wyszła. Ktoś inny do mnie podszedł. poczułam że mam opaskę zawiązaną na piersiach, Mery musiała mi ja zawiązać. Dziękowałam jej w duchu za ten mały gest. Nieznajomy usiadł obok mnie na łóżku. Czułam jak zdejmuje ręczniki  z moich pleców. Starałam się żeby nie zauważył że już nie śpię. Ciekawi mnie kto przyszedł. Poczułam jak jeździ koniuszkami palców po moich ranach. Na początki szczypało, a potem poczułam przyjemny chłód. Czułam jak przestają mnie boleć rany. Ale dlaczego? To nie jest normalne. Kiedy czułam już tylko lekkie mrowienie. Nieznajomy obrócił mnie i leżałam na plecach. Kiedy się na chwile odwrócił, zdążyłam spostrzec że był to Loki. Odgarnął mi włosy z czoła. Jednak po chwili wyszedł, jakby nigdy nic. Otworzyłam oczy i usiadłam na brzegu łóżka. Nie mam pojęcia co się właśnie stało. Czemu był dla mnie miły? Dlaczego mnie uleczył? Kiedy weszła Mery uśmiechnęła się i gestem nakazała ciszę. To dobrze nie mam na razie ochoty na rozmowę. Podała mi prosta suknie, zwykłe buty do kolan i czysta bieliznę. Powoli się ubrałam, zauważyłam coś dziwnego. Suknia była krótsza i lżejsza. Łatwiej było mi się w niej poruszać. Zdziwiło mnie to. Mary zabrała mnie do jakiegoś dziwnego pomieszczenia. Była to ogromna biblioteka. Półki od sufitu do ziemi zastawione wieloma ogromnymi, różnokolorowymi księgami. Było tu przyciemnione światło,szłam niepewnie po miękkiej czerwonej wykładzinie. Mary dawno zniknęła zostawiając mnie samą. Podeszłam do małego stolika na którym leżała księga. Spojrzałam za siebie czy nikogo nie ma i zaczęłam przeglądać księgę. Były tam obrazy z mojego życia, wszystko. Odkąd znalazł mnie mistrz Shen. Pod koniec tworzyły się nowe kartki, na jednej przeglądałam księgę. W tle zauważyłam postać. Odwróciłam się szybko. Oparty o regał stał tam Loki, uśmiechnął się. Zamknęłam księgę i wystraszona się skuliłam. Gdy powoli podszedł, padłam na kolana osłaniając twarz.

-Proszę panie, wybacz mi ciekawość.- powiedziałam łamiącym się głosem.

-Wstań szybko, muszę ci coś pokazać.-orzekł cicho obojętnym tonem.

Powoli wstała, wzrok wlepiałam w podłogę, czułam napięta atmosferę. Płomień świecy która stoi na stoliku, lekko przygasł. Poczułam chłód na sercu, ciężko mi się oddychało. Nie chciałam żeby powtórzyły sie baty, nawet jeśli miałby mnie uzdrawiać, nie chce tego przechodzić. Loki podszedł do drzwi, gestem nakazał mi iść za nim. Powolnym krokiem ruszyłam, ciekawe co on chce mi pokazać. Czarno włosy pokazał mi komnatę. Rozejrzałam się, wyglądało jak cela, cała z drewna, mały kominek po prawej. Na przeciwko mnie było miejsce z mata do spania. Na krześle leżały ciuchy, spodnie tunika opończa i buty skórzane. Całość była z drewna.

-To będzie twój pokój. Chce sprawdzić twój poziom walki, jutro idziemy na arenę i zmierzysz się z Asgardzkimi wojownikami. -powiedział cicho-Jesteś na to gotowa?

-Jeśli sobie tego życzysz panie.-powiedziałam troszkę pewniej, lecz dalej łamiącym sie głosem.

-Przebierz się w te ciuchy, oddam ci tylko katanę, przyjdź do salonu za 15 minut.- usłyszałam jakąś nutę uprzejmości w jego głosie.

-Tak panie.-odrzekłam szybko.

Loki wyszedł z mojego nowego ciasnego pokoju. Powoli sie przebrałam w nowe ciuchy. Narzuciłam na wszystko opończe i naciągnęłam kaptur na głowę. Co ja robię? tak dużo pytań. Zero odpowiedzi.

piątek, 1 lutego 2013

10. Krwawe łzy.

W jego rękach pojawiły się kajdany. Skuł mi ręce i podniósł mnie siłą. Zatargał mnie do jakiegoś pomieszczenia, Nie było tutaj okien, było tu strasznie duszno. Paliło sie tutaj ogromne ognisko, ściany i podłoga były z ciemnego drewna. Nie było tu mebli, tylko hak na ziemi i suficie. Ręce przykuł mi do sufitu (od autora: wiem wiem powtarzam słowo),ledwo dotykałam pacami podłogi. Kostki też skuł i przykuł do ziemi. Byłam unieruchomiona. W ręce pojawił mu sie skórzany bat, lekko sie przestraszyłam. Nie będę go błagała  o litość, to plama na honorze, wole wycierpieć swoje. Przynajmniej dziecku nic się nie stanie. Usłyszałam jak czarnowłosy strzela batem. Bez słowa poczułam pierwsze uderzenie. Zacisnęłam żeby nie wydać żadnego dźwięku. słyszałam jak mruknął coś o setce. Nie wiedziałam czy to wytrzymam, a może mówił o pięćdziesięciu? Poczułam kolejne mocne uderzenie. Ciało przeszył tępy ból,jeszcze nie zdarło mi to skóry ale trochę sukienkę. Po kilku ciosach które ledwo wytrzymałam milcząc, poczułam jak krew spłynęła mi po plecach. Loki nagle przestał, podszedł do mnie i spojrzał mi w twarz.

-Czemu ty nie krzyczysz? Czemu nie błagasz o litość?-powiedział prawie szeptem.-Zmuszę cię byś błagała mnie o litość.

Wystraszyłam sie nie na żarty, Loki zostawił bat na ziemi i podszedł do kominka. Wyciągnął z niego rozpalony do czerwoności pręt. Zaczęłam wić się, i szarpać ale dalej nie błagałam o pomoc. Próbowałam użyć swoich zdolności, niestety byłam zbyt spanikowana. Powoli przybliżył pręt do moich pleców. Nie będę go błagać, nie poddam się, nie splamię resztki honoru. Poczułam jak dotyka moich ran. Cisze w pokoju rozdarł mój krzyk. Poczułam jak spala mi się skóra. Potem zapadła ciemność a w głowie słyszałam jego śmiech.

Obudziłam się na podłodze. W moim pokoju. Nie miałam żadnych ran. Byłam w domu, w świątyni. Ubrałam sie jak zawsze zabrałam katanę. Pobiegłam na plac treningowy. To wszystko było tylko złym snem... ten Loki i drużyna, Kagamine. Wszystko było tylko koszmarem. Podbiegłam mistrza. Obok niego stał jakiś. człowiek nie zwróciłam na niego uwagi. Mistrz sie uśmiechnął do mnie i wrócił do rozmowy. Ten człowiek wygląda jak... Kagamine! Ostrze katany świsnęło, poczułam lekkie szarpnięcie przy kościach w szyi. Spojrzałam na niego, nie uwierzyłam własnym oczom. Beztrosko sie uśmiechał  ana ziemi leżało ciało mistrza! Uklękłam przy jego ciele. Mój krzyk rozdarł ciszę. Poczułam jakby ktoś wylał mi wodę na plecy.

Nagle obudziłam się na pryczy, obok mnie siedziała Mery. Robiła mi okłady na plecy, milczała. To był tylko sen.


czwartek, 24 stycznia 2013

9. Wbrew mej woli.

Podziękowałam jej i powiedziałam że dam rade sama się umyć. Uśmiechnęła się życzliwie i odeszła. Weszłam do łazienki, ściągnęłam gnijące cichy, moja skóra pod nimi nie była lepsza. Pleśń pokrywała ja prawie całkowicie. Weszłam do wanny wypełnionej woda i zasunęłam parawan. Czułam wonne olejki. Rozkoszowałam isę każdą chwila spędzoną w ciepłej wodzie. Zaczęłam się szorować. Po dłuższym czasie skóra była już czysta, wzięłam sie za włosy. Po około godzinie byłam już czysta chwile leżałam w wannie. Potem owinęłam się ręcznikiem. włosy zawinęłam w turban, nie było moich rzeczy, zamiast nich leżała jakaś suknia. Zwykła szara z długim  rękawem. Niechętnie sie w to przebrałam. Marry miała podobną. Gdy się ubrałam upięłam wilgotne włosy w kok i wyszłam z łazienki. W pokoju stał loki z sztyletem i jakimś małym kryształem w dłoni. Spuściłam głowę i do niego podeszłam. On chwycił mnie za głowę, siła wcignął mi z buzi język i rozciął go. Pisnęłam z bólu. Kilka kropli krwi spłynęło na kryształ. On zaświecił się na czerwono. Loki go schował. Zabrał mnie  do jakiegoś pomieszczenia.

-Dziś zaczniesz normalną prace w kuchni potem pomyśle co z tobą zrobić.-powiedział lekko podenerwowany.

Zaprowadził mnie do kuchni. Mary mnie przejęła a on gdzieś sobie poszedł. Powiedziała do mnie bardzo uprzejmie

-Obierzesz ziemniaki na obiad dla służby.

Podała mi nóż i zaprowadziła do wiadra pełnego ziemniaków. Powoli je obierałam. Zacięłam sie parę razy, ale nic nie mówiłam. Kiedy skończyłam ugotowałyśmy z Mary ziemniaki i zupę. Dowiedziałam się że jest tu cała jej rodzina, ma tu męża i syna. Jest tu kilka rodzin, zaciekawiłam się że nawet 4 letni chłopczyk. Po chwili przybiegł mały blondynek.

-Mamo, mamo wiedziałaś gdzieś pannę Sayę, nasz pan mówi że ma się u niego zjawić.-krzyknęło dziecko.

Spojrzałam smutno na Mary i wyszłam. Loki siedział jakby w małej jadalni, wskazał mi krzesło na przeciwko niego. Niepewnie usiadłam obok. Chłopczyk przyniósł dzban wody, niestety dziecko sie potknęło i wylało całość na czarnowłosego. Loki uderzył to dziecko. Był wściekły. Chwycił dziecko i wycedził przez zęby.

-Chyba nie wiesz co to pokora baty powinny cię jej nauczyć.

Mary płakała w rogu pokoju. Szybko wstałam i chwyciłam dziecko i przytuliłam. Loki był zaskoczony.

-Proszenie krzywdź tego dziecka, zamiast niego wychłostaj mnie.- powiedziałam cicho.

Chwycił mnie za włosy.

-Ja tu nie chce żebyś pokazywała szlachetność, nie obchodzi mnie to, jeśli tak bardzo chcesz możesz przejąć jego karę.-był wściekły, ale na mnie.

----------------------------------------------------
 Siemka dziś notka express ponieważ moja kumpela Ola nie daje mi spokoju (masz ja i daj mi spokój) pa

piątek, 18 stycznia 2013

8. Ten który mnie dręczy.

Loki spojrzał na mnie chytrym wzrokiem, on to przewidział, wiedział że tak zrobię. Bałam się, ręce trzęsły mi się, nie potrafiłam tego opanować. Czarnowłosy otworzył portal i wyrzucił przez niego walczącą Janet, przeklinała go na wszystkie możliwe sposoby. Kiedy zniknęła, Loki chwyciła mnie za nadgarstek i powiedział ostrym tonem.
-Wstawaj!!
Powoli wstała, wkurzyło go to trochę. Chwyciła mnie za włosy i boleśnie ciągnąc zaprowadził korytarzem do jakiegoś ciemnego pomieszczenia. Kamienne drzwi otwarły się z zadziwiającą lekkością. Wrzucił mnie do środka. Było tu zimno i wilgotno. Na podłodze była była tylko skóra i cienki pled. Wszystko było wykute w litej skale. Obróciłam się i spojrzałam z przerażeniem na maga.
-Posiedzisz tu sobie trochę.-powiedział obojętnym tonem.
Po chwili wyszedł, drzwi zamknęły się i zlały z skała. Oprócz słomy była tu tylko mała oliwna lampka. Próbowałam ułożyć się na wilgotnej, gnijącej słomie. Cienkim pledem owinęłam sobie ramiona i skuliłam się. Po k 10 minutach zaczęłam trząść się z zimna. Jednak udało mi się zasnąć, niestety co chwilę się się budziłam. Traciłam poczucie czasu, na początku tworzyłam swój ogień, i suszyłam się, po jednak kilku próbach strasznie słabłam i nie potrafiłam go wytworzyć. Traciłam poczucie czasu. Byłam już przeraźliwie głodna. Czułam jak mnie już zasysa od środka. Nie mam siły nawet sie podnieść z tej słomy, każda minuta jest męką. Naprawdę nie wiem ile już tu siedzę. Po chwili próbowałam przegryźć się do żył, udało mi się wywołam małe krwawienie. Z obrzydzeniem napiłam się własnej krwi. Dostałam drgawek. Po chwili kamienne drzwi, zapomniałam nawet gdzie się znajdują. Otwarły się za nimi stał Loki.
-Mam nadzieje ze po 10 dniach będziesz mi posłuszna, inaczej tu wrócisz.-mówił to obojętnie.
Pokiwałam głową starłam z wargi krew, nawet na moich włosach była pleśń. Nie miałam siły wstać. Loki niechętnie wziął mnie na ręce, widziałam wyraz jego twarzy. Jakby dotykał gówna, a nie człowieka. Nie możne było o mnie w tym stanie człowiek. Wszedł do jakiegoś małego pomieszczenia, położył mnie na miękkim łózku.
-Teraz spij, potem zawołam Mary by cie ogarnęła, wyglądasz potwornie.-z nutą złośliwości.
Wtuliłam się w ciepłą puchową poduszkę, była miękka. Zasnęłam po niedługiej chwili.
.Z snu wyrwało mnie szturchanie, nade mna stała  kobieta o czarnych włosach zakrytych czepkiem. Miała bordową długą sukienkę.
-Niech panienka wstaje, śpi sobie już od dwóch dni.-oznajmiła babcinym tonem.
Uśmiechnęła się delikatnie do niej.
-Pomogę panience wstać, woda w wannie już gotowa.
Powoli wstałam ona objęła mnie ramieniem i pomogła mi pójść do łazienki.

---------------------------------------------------------------------------------
Krótki rozdział mało sie rozpisywałam bo zaraz rodzina z zakupów wróci. Notka dla tych co komentują i czytają dziekuję wam ludziska. :P

środa, 26 grudnia 2012

7. Spętany umysł i ciało.

Jestem nieleglaną podróżniczką w czasie? Zostałam tu siłą zaciągnięta przez Kagamine. Czułam się okropnie, na dodatek ciągle drżałam. Thor krzyknął do swojego brata.
-Loki prosze skończ z tym, niczego w ten sposób nie osiągniesz.
-Nic nie mów, zawsze miałeś podane wszystko na tacy...
Przestałam słuchać, Wasp podleciała do mnie i próbowala mnie uwolnić niestety ten debil to zauważył. Od razu chwycił Janet zmuszając ją do powiększenia się. Próbowałam coś zrobić, skupił sie na niej i mogłam wstać. Otworzył coś co wyglądało jak portale z legend. Chwycił ją i próbował wrzucić ją do tego. Chwyciła katanę i podbiegłam. Bardzo wolno, niestety nie zauważyłam jak podstawia mi nogę i sama wpadłam do tego portalu. Wszedł za mna razem z Janet. Rzucała sie na wszystkie strony i próbowała wydostać. Loki uderzył ją w głowe na chwile uspokajając. Pokój w którym sie znalazłyśmy był cały z drewna były tu figurki drewniane krzesło misternie rzeźbione. Dębowe biurko i szafa. A po środku dużo hebanowe łózko z purpurową pościelą. Nie lubię takiego przepychy, rozpieszcza ludzi i nie wychodzi na dobre. Janet klęczła obok mnie a ja próbowałam usiąść. Będzie zabawnie. Loki zabrał mi katanę i połozył na łóżko. od mojego pasa odpiął też wachlarze. Wypowiedział kilka słow i byłyśmy skute łańcuchami. Janet była przerażona, on wyszdł gdzieś na chwile więc się spytałam:
-Janet kto to do cholery jest?
-To Loki brat thora, adoptowany ale mu tego nie mów bo się wścieknie, zwykle mści sie na swoimbracie, jeśli tu jesteśmy znaczy że czegoś od nas chce.-mówiła szeptem.
-Ale czego może od nas chcieć, nieważne. Jakie ma zdolności i jak można go pokonać?
-Nie da sie go pokonać w dwójkę, jest zbyt potężny. Włada magią, jego moc ogranicz tylko jego wyobraźnia.Tylko jego ojciec- Odnyn, dał rade go pokonać, miał być wygnany.
-Nie ma nikogo kogo można pokonać.
-Saya może w twoich czasach ale teraz musimy czekać na pomoc i robić co nam każe.
-To że zostałam wychowana w posłuszeństwie nie znaczy że będę słuchać takiego imbecyla!
-Ale musisz... cicho idzie tu.
Rzeczywiście po chwili wszedł, spojrzał na mnie i zrobił kilka gestów i w jego ręce znalzła sie moja harmonijka. Szarpnęłam sięi warknęłam.
-Oddaj to!!
Moje oczy zrobiły się zielone, lecz Loki podszedł do mnie i chwycił za rękę. Poczułam ogromny ból, i upadłam.
-Nie wiesz nawet do czego służy ta harmonijka? Musisz być albo głupia albo jeszcze cie tego nie nauczyli.-Zakpił soie ze mnie.
-Nie zdążyli powiedzieć, zostali rozstrzelani przez wojowników z przyszłości.
-Jesteś naprawdę niedouczona... Ta harmonijka służy do przywołania swojego smoka, one niestety nie żyją ale są różne melodie, do różnych przyjaciół.
-Czyli że...
-Możesz tym wzywać pomoc, ale trzeba znać melodie.
-Wiesz że wcześniej tego nie wiedziałam.
-Teraz wiesz.
Rzucił harmonijkę obok reszty moich rzeczy. Wierciłam się i próbowałam uwolnić. Loki podszedł do Janet, bała sie go. Dotknął jej czoła i mamrotał jakieś słowa. Osa wyglądała jakby była zahipnotyzowana. Po pięciu minutach czarnowłosy westchnął i wstał.
-Twoje wspomnienia są ni nie warte.
Przeglądał jej pamięć, pewnie szukał jakiś słabości mścicieli. Wystraszyłam się, już nie jesteśmy mu potrebne, w jej pamięci było dużo mnie, z ostatniego tygodnia więc wie że ja te nie jestem mu przydatna. Spojrzał na nas i na chwile wyszedł. Ocuciłam trochę Janet, ona już rozbudzona spytała co sie działo. Powiedziałam że tylko coś przy niej kombinował. Po chwili wrócił z jakąś włócznią z kryształem. Janet sie jej wystraszyła, musiala coś znaczyć. Zaświeciła sie na fioletowo.
-Nie jesteście mi juz potrzebne.
Bałam się, ale nie o własne życie, i tak już nie powinnam żyć. Bałam się o Janet. I tak nie powinnam żyć.
-Stój!
-O co ci chodzi?
-Nie zabijaj jej.
-Czemu to?
-A jesli dam ci coś cenniejszego to wykupie jej wolność?
Spojrzał pogardliwie na moje rzeczy i powiedział.
-Nic takiego nie mam.
-Oddam moją służbe tobie.
Jego laska zgasła wydawał sie zaciekawiony. Wasp chciala krzyczeć ale zgromiłam ją wzrokiem.
-Kontynuuj.
-Będę ci służyć, jak najemnik, ale nigdy nie uciekne nawet jak będą mnie próbowali ratować, bedę wykonywała wszystkie twoje rozkazy.Będę twoją niewolnicą.
-Skąd mam mieć pewność że nie uciekniesz.
-Przysięga krwi, dopóki nie nie wypuścisz będę trwała przy tobie ale w zamian wypuścisz Janet do domu.

piątek, 23 listopada 2012

6. Już się pogubiłam i moja wścieklica.


Zasnęłam dość szybko. Widziałam znowu tego człowieka. Miałam skute ręce. Zdążyłam zapamiętać tylko jego nazwisko. To Kagamine. Wiem już kogo szukam i kto jest za to odpowiedzialny. Obudziłam się. Zorientowałam sie że zaciskam dłonie w pięści. Uspokoiłam się. Spostrzegłam że cała pościel jak i moje ubranie jest w krwi. Poszukałam apteczki i zaczęłam zaszywać rany, ugryzłam sie w wargi, by nie krzyczeć. W ustach miałam metaliczny posmak krwi. Wąska stróżka spłynęła mi po wardze a później po podbródku. Skończyłam zszywać, piekło niemiłosiernie. Przebrałam się, pościel i ubrania wyrzuciłam by pozbyć sie dowodów. Zabrałam swoją katne i zaczęłam ją czyścic z zakrzepniętej krwi Wiecznego. Była szósta rano, jeszcze chyba nikt nie wstał, przebrałam się się w czarną koszule na guziki, z krótkim rękawami i czerwone rybaczki. ubrałam do tego czarne baleriny. Włosy spięłam jak zawsze w kok. Byłam jeszcze poddenerwowana nocną walką, myślałam o tym Wiecznym. Nie mogłam zapomnieć o tym jak zabijał człowieka. Kiedy doprowadziłam wszystko do stanu, że wyglądało jakby nigdy nic, zeszłam na dół. Była dziewiąta i wszyscy już siedzieli w salonie lub, chodzili po bazie. Poszłam do kuchni i spróbowałam zrobić herbatę, jednak poprosiłam Janet o pomoc, nie umiałam tego zrobić. Podziękowałam Janet za kubek i usiadłam w salonie. Barton gapił się w telewizor nie wiem co widział w tym pudle ale śmieszyło mnie to. Nagle coś przełączył i na ekranie pojawiły się zwłoki Wiecznego... Raczej to co z nich zostało. Wszyscy zamilkli i patrzyli sie w ekran, pokazywali sceny, gdzie rozgrywała sie najgorętsza walka. Nawet krater który wyżłobiłam własnym ciałem. Na sam widok rozbolały mnie plecy. Wszyscy byli zszokowani. Reporterka mówiła o tajemniczym zabójcy i  jego pupilku który był nieposłuszny i właściciel go tak ukarał, nawet miała świadka. Mężczyzna mówił że był to człowiek z trzema twarzami który na ognistych smyczach trzymał potwory i jeden sie wyrywał, wiec tamten go zabił. Informowali że w mieście grasują demony. No to są jakieś brednie, skąd im do głowy przyszły takie pomysły. Ale mściciele uwierzyli i możliwe że będą szukać, tresera Wiecznych. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Wszyscy podskoczyli jak oparzeni. Steve poszedł otworzyć, Barton wyłączył wiadomości. Steve przyszedł z małą paczką.

-Saya to do ciebie.

Zdziwiłam się. Wzięłam paczuszke do rąk,  była bardzo lekka. Powoli ją otwarłam, nie było nadawcy. W środku była moja wstążka, którą nosiłam jak miałam osiem lat i była tam moja wsuwka z lilią. Trzymałam to zdziwiona. Wyciągnęłam mały liścik. Przeczytałam powoli.

  "Witaj Saya, tutaj masz prezenty ode mnie, zabrałem je z twojego pokoju, zanim go spaliłem. Jak podobała się nocna walka, nie martw się będzie ich więcej, jeszcze o czasie gdy słońce będzie dzisiaj w pełni swych sił. Mistrz Shen umierał powoli. Do zobaczenia Saya."

Wrzasnęłam. Moje oczy zrobiły się szmaragdowe, Reka z listem zapłonęła zielonym ogniem i doszczętnie pochłonęła list. Wściekła pobiegłam na górę zostawiając zszokowanych przyjaciół na dole. Kagamine, jak cię dorwę to będziesz mnie błagał o ból. Płakałam w poduszkę. Muszę się pozbierać, kolejna walka dzisiaj w południe. Poderwałam sie na nogi i podbiegłam do szafy. Ubrałam czerwoną bluzkę na jednym grubym ramiączku i krótkie dżinsowe spodenki. Stwierdziłam że wygodnie mi sie walczy w tych ciuchach. Za pasek wetknęłam dwa wachlarze. Katanie zawiesiłam na plecach. Dziś rano dopięłam do niej pas. Sprawdziłam czy łatwo się wysuwa. Byłam gotowa. Bez słowa,tak samo jak w nocy, wyskoczyłam z okna. Miałam na szczęście na sobie czarne trampki. Spojrzałam na bazę mścicieli i pobiegłam truchtem przez miasto. Za pół godziny było południe. Skręciłam w miejsce gdzie były zwłoki Wiecznego. Nagle Coś powaliło mnie na ziemie. Moje tęczówki zwęziły sie, a oczy zrobiły szmaragdowe. Czułam jak coś ściska mi kostki i ramiona. Czułam też wstrząsy. Wieczny pojawił sie prędzej, a ja dałam się złapać. Ale czemu mnie, nie zabił od razu. Coś tu jest nie tak. Podniosłam głowę. Zobaczyłam człowieka, dziwnie ubranego ale człowieka. Używał jakiś fioletowych promieni.Po chwili na miejscu zjawili się mściciele. Thor wołał tego człowieka, który był wyraźnie wściekły. Cała swoją moc skierował na drużynę. Zdołałam się podnieść. Jest 12. Wieczny powinien sie pojawić. Odeszłam od tego człowieka, to nie mój wróg, nagle na ulice wbiegł sześciometrowy pies ale z siedmioma ogonami i dwoma pyskami, był cały czarny. Ten dziwny człowiek i mściciele zamarli. Wszystko ucichło.
-Nie ruszajcie się, ani nic nie mówcie!
Nie wiem dlaczego to powiedziałam. Ale Wieczni są moi. Wyciągnęłam w tej ciszy katanę. Pięknie to brzmiało. Podbiegłam kilka kroków i z tego krótkiego  rozpędu podskoczyłam na wysokość pyska potwora. Poziomo, podczas skoku wykonałam obrót wokół własnej osi i uderzyłam w potwora. On szybko zareagował i zrobił unik. Kątem oka dostrzegłam że ten dziwny człowiek coś majstruje i też zaczął go atakować. Po chwili wieczny zniknął a czarnowłosy skierował moc na mnie. W sekundzie uderzyłam o budynek. Szybko ustawiłam nogi i odepchnęłam się. Upadłam na ziemie wyrwana z rytmu. Kim on jest do cholery, to czarownik, zabił Wiecznego. A to moja rola, nie powinien sie wtrącać, usłyszałam głos Thora.
-Loki, bracie skończ z tym.
-Aniby dlaczego tak jest zabawniej, a poza tym mam przestępcę dla was, nielegalne podróżniczka w czasie.
Pokazał gestem na mnie. Byłam przerażona.

--------------------------------------------------------------

Uff cos tam naskrobałam. Dedykacja dla Insi która jest i bedzie na mnie zła bo jestem egoistką Xd i dla Jinx/Ewy